Zakładki:
Abundance
Jestem kobietą!
Kuchnia
Moda
Namiętnie czytam
Podziwiam
To lubię
|
środa, 28 lipca 2010
zmiany
Niedawno zmieniłam pracę. Zmiana jest dość spektakularna, ponieważ z firmy mieszczącej się w piwnicy przeniosłam się do biura usytuowanego na dachu starej kamienicy w centrum miasta. Wyszłam spod ziemi, by wzlecieć w przestworza. Piękny widok z tarasu oraz bliskość nieba nie oznaczają jednak niebiańskiej atmosfery. Raczej przeciwnie - plotki, intrygi to nic. Gorzej, że ostatnio ze strony tzw. kadry zarządzającej zaczęły lecieć niewybredne komentarze, a nawet wyzwiska w stronę jednego z pracowników. Ktoś nie pomyślał, za dużo wydał, a skupiło się na jego podwładnym. Nie bardzo rozumiem, o co tam chodzi. Brak samokrytyki, puste samozadowolenie, brak odwagi cywilnej przełożonego, czy chęć upupienia i zastraszenia pracownika.
W każdym razie atmosfera jest demotywująca, a ja spodziewam się, że w niedługim czasie większość pracowników skorzysta z bliskości nieba, rozwinie skrzydła i odleci ku słońcu. Najważniejsze jest to, żeby być szczęśliwym, a czas spędzany w pracy ma ogromny wpływ na jakość naszego życia. Babia Góra
Babia Góra dla mnie jest małym rajem. Wielka, majestatyczna. Widać ją właściwie z każdego miejsca w Małopolsce. Za każdym razem, kiedy ją odwiedzam, wydarza się coś niezwykłego. Na szczycie łapie nas niespodziewanie gwałtowna burza i schodzimy w potokach wody i błota, a mnie odkleja się podeszwa buta! Innym razem, w lutym, jesteśmy sami w nieogrzewanym schronisku, z dziwiącym się naszej obecności właścicielem. Poza sezonem nikt tam nie bywa! Albo, tak jak ostatnio, zaskakująco ciepła pogoda i mocne słońce na szczycie zaprasza na drzemkę. Na szczyt prowadzi tajemnicza dróżka przez las ![]() A na górze - boski spokój ![]()
poniedziałek, 12 lipca 2010
pierwszy raz
Wczoraj po raz pierwszy w tym roku byłam na plaży - naszej krakowskiej naturystycznej kryspinowskiej plaży. Woda - cudownie chłodna, tylko trochę zamulona. Niektórzy uważają ją za brudną, ale ja, z powodu obfitości rybek oraz ptactwa wodnego, które można tam zaobserwować, nie martwię się i się kąpię. Ryby w tej wodzie żyją, ja też przeżyję. Inaugurację sezonu można uznać za udaną - 1 komplement na temat biustu oraz propozycja trójkącika;) O naturystycznej aseksualności można tylko pomarzyć. Zresztą - mi jest dużo łatwej - polskim facetom daleko do Adonisów!
wtorek, 15 czerwca 2010
spojrzeć willkowi w pysk
Od czasu do czasu dobrze jest zrobić coś innego, niezwykłego, co wytrąci z rutyny codzienności i sprawi, że poczuję, że żyję. W zeszły weekend odbyły się w Krakowie warsztaty medytacji dynamicznej Osho. Cieszę się, że odważyłam sie w nich wziąć udział. Wiele się o sobie dowiedziałam - że bardzo ciężko jest mi nawiązać kontakt z moimi emocjami, że niewygodne uczucia spycham głęboko i ukrywam pod maską śmiechu. Teraz wydaje mi się to absurdalne, ale naprawdę byłam w stanie roześmiać się w twarz wściekłemu, ryczącemu "nienawidzę cię" facetowi. Przekonałam się, że trudno jest mi "wyłączyć" umysł, przestać analizować i stracić kontrolę nawet na krótkie 5 minut. Nawet jeżeli całą niedzielę spędziłam płacząc z bólu z powodu zakwasów, było warto. Spojrzałam mojemu wilkowi w pysk. Czuję, ze żyję.
poniedziałek, 15 lutego 2010
rok Tygrysa
Powitaliśmy wczoraj Nowy Rok Chiński. Był smok i pokazy chińskich sztuk walki. ![]() Według horoskopu chińskiego panować nam teraz będzie odważny i silny Tygrys. Dla mnie, urodzonej w roku Smoka, nie ma być to pomyślny rok. Ani jednej szczęśliwej gwiazdy, za to aż pięć nieszczęśliwych! To rok nieustannych zmian, niekoniecznie na lepsze, rok ciężkiej pracy i podnoszenia kwalifikacji, a do tego moi najbliżsi będą mieli problemy z wiernością. Ale, już na innym portalu o kulturze chińskiej, czytam, że nadchodzący rok dla Smoków to bardzo pomyślny okres - "rok spełniania marzeń". Wybieram zatem tą drugą przepowiednię dla siebie i dla naszego domowego Tygrysa. ![]()
czwartek, 11 lutego 2010
w oczekiwaniu zmiany
Mam problem z przyznaniem, że coś w moim życiu nie zdaje egzaminu. Mam tendencję do trzymania się zbyt kurczowo rzeczy, osób, miejsc, idei. Nie chcę porzucać, nawet jeśli od dłuższego czasu nie otrzymuję nic dobrego. Bronię za wszelką cenę tego, co na obronę nie zasługuje. Bronię przede wszystkim przed sobą. Bo przyznanie, że coś przestało działać, jest przyznaniem się do mojej osobistej porażki. Zapominam, że nic nie jest na zawsze - coś, co kiedyś dawało mi wszystko, czego potrzebowałam, teraz może już nie być dla mnie korzystne. Ale kiedy coś przestaje działać, walczę i naprawiam ostatkiem sił. Bo nie mogę znieść poczucia porażki. Jakby to, że kiedyś dokonałam wyboru tej osoby, tej rzeczy, oznaczało, że na zawsze powinna ona dawać mi najwyższą satysfakcję. A jeżeli nie daje - to oznacza, że popełniłam błąd.
środa, 10 lutego 2010
tree dance
Ponieważ ostatnio coraz częściej ląduję na kanapie z pilotem do telewizora zamiast zająć się czymś produktywnym (np. szukaniem nowej pracy!), poszukałam pomocy w książce Niny Wise A Big New Free Happy Unusual Life. Kupiłam ją ze względu na tytuł oraz piękną fotografię na okładce. Autorka, bardzo aktywna osoba, opisuje swoje doświadczenia z licznych podróży oraz spotkań z niesamowitymi ludźmi. Radzi, jak odszukać w sobie dziecięcą radość życia i nie zatracić jej ponownie w codziennym życiu. Jej recepta polega na tym, by pozwolić sobie na chwilę dziecięcej zabawy np. tańcząc rękami, budując rzeźbę z tego, co znajdziemy w ogrodzie, naśladując różne głosy pod prysznicem. Jeśli pozwolimy sobie wyrazić w najbardziej nawet banalny sposób swoje prawdziwe uczucia, wszystko to, co gra nam w duszy, wtedy takie doświadczenie może stać się rzeczywiście oczyszczającym i może przywrócić radość życia. Szczególnie utkwił mi w pamięci "taniec drzewa". Podczas pewnych wakacji spędzanych u przyjaciela - rzeźbiarza w górach, autorka weszła obiema nogami do wykopanej w ziemi dziurze, tak, że czuła się unieruchomiona w niej. Jednocześnie zaczęła poruszać górną cześcią ciała - najpierw delikatnie, z czasem coraz bardziej gwałtownie. Czuła się jak drzewo poruszane przez podmuchy wiatru, z mocną stabilną bazą w ziemi. Opisuje, że czuła, jak ruch budzi się z tej stabilizacji, z ziemi, z jej stóp - korzeni. Z bezruchu powstawała aktywność, jak dźwięk powstaje z ciszy, a światło z ciemności. ![]()
czwartek, 14 stycznia 2010
zatrzymać się i spojrzeć na swoje życie i nie być zachwyconą - mimo, że chciałaś wszystkiego, co masz. a jednak nie wystarcza Ci to do szczęścia. może pragniesz czegoś więcej i brak Ci wiary, że to osiągniesz. może Twój wewnętrzny czarny potwór nie chce zasnąć i pluje swoim jadem dookoła. za chwilę znowu się uśmiechniesz, ale teraz widzisz tylko noc ![]()
wtorek, 13 października 2009
bułgaria
wróciliśmy ze skąpanej w słońcu plaży, z nadmorskich kafejek, z białych klifów do listopadowego zimnego Krakowa... wróciliśmy ciałem, bo myślami wciąż jesteśmy nad Morzem Czarnym... dlatego dzisiaj tylko parę wspomnień ![]() ![]() ![]()
poniedziałek, 07 września 2009
najlepszy ze światów
Bodajże Kubuś Fatalista mawiał, że żyjemy w najlepszym ze światów. No, tak... W moim najlepszym ze światów rodzi sie małe dziecko, a najbliższa rodzina zaczyna kłótnie o to, gdzie zameldować małą. Byle tylko nie tam, gdzie mieszkają rodzice, bo to mieszkanie jest zabezpieczeniem na starość dziadka. Właściwie najlepiej by było jakby cała młoda rodzina się wyprowadziła, wtedy mieszkanie można by wynająć. W moim najlepszym ze światów matka dzwoni do syna i wyzywa go od złodziei, bo poprosił o pomoc w trudnej sytuacji, gdy z tygodniowym dzieckiem praktycznie nie ma mieszkania. Zameldować małej nie można przy jego mamie (która z kolei jest zameldowana u swoich rodziców, a nie pozwalają jej się zameldować tam, gdzie mieszka, bo mieszka w owym "zabezpieczeniu na starość"), bo to kosztuje. Tak, jakieś 1500 zł miesięcznie. W moim najlepszym ze światów zamiast wsparcia i miłości od rodziców dostaje się wyzwiska i pretensje. I tak, młoda rodzina powinna pomyśleć o własnym mieszkaniu zanim się rozmnożyła, ale ludzie popełniają większe głupoty, a ich głupotą było zaufanie do swoich rodziców. I okazało się, że 1000 zł za wynajem 30-metrowego mieszkania jest ważniejsze od własnych dzieci. W moim najlepszym ze światów matka choruje psychicznie niestety na tyle lekko, że nie można jej zmusić do leczenia, ale na tyle ciężko, że życie z nią jest bardzo trudne. W moim najlepszym ze światów nie można opowiedzieć rodzicom o swoich kłopotach, bo zawsze jest się za nie obwinianym, poza tym jakiekolwiek kłopoty powodują załamanie psychiczne matki, co podwaja problem. Tak, a poza tym wszystko u mnie dobrze. Kupiłam dzisiaj zestaw do jogi (matę, pasek i 2 kostki), z którego jestem bardzo zadowolona. W moim najlepszym ze światów poprawi się mój komfort podczas ćwiczeń. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||